Gmina Nowe

Najnowsze w galerii

Dziś jest:

Ciekawostki

Dodano: 29 grudnia 2009

GRZEGORZ ROGOWSKI

Procesy czarownic w świetle dokumentów

z Nowego nad Wisłą

Wiek XVII obfituje w zdarzenia, które w większym lub mniejszym stopniu wpłynęły na dzieje całych społeczności jak też poszczególnych jednostek. Wojny, które przetaczały się w tamtym czasie przez ziemie polskie doprowadziły kraj do ruiny gospodarczej i stworzyły dogodne warunki do rozpowszechniania się obskurantyzmu. Przeprowadzone badania potwierdzają, że upowszechnienie zabobonu było na terytorium Polski niejednakowe. W zwalczaniu mocy piekielnych przodowało Pomorze, Śląsk i Wielkopolska. Głównym bohaterem rozprzestrzeniającego się zjawiska był diabeł, który w różny sposób wpływał na ludzkie losy.

Sam diabeł ze względu na swoje budzące odrazę i strach oblicze nie mógł swobodnie poruszać się w świecie ludzi. A jedynie przez bezpośredni kontakt mógł pozyskiwać sojuszników i czynić szkody, dlatego dla realizacji swych planów potrzebował wspólników, którzy mogliby , nie rzucając się w oczy, wprowadzać w życie jego zamiary. Musiały to być osoby inteligentne, wzbudzające podziw i pożądanie. Powyższe warunki spełniały kobiety, które jak świadczy przykład biblijnej Ewy były mało odporne na pokusy szatana. Dzięki temu łatwo można było skłonić je do współpracy.

W ten sposób wytypowano ofiarę , która miała być odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia. Zło przybrało namacalną postać. Pojawiła się realna szansa wyładowania złości i wszelkich frustracji na konkretnej osobie- czarownicy. Całe społeczności ogarnęła obsesja poszukiwań wspólniczek szatana.

Prześladowanie kobiet posądzanych o współpracę z diabłem nie ominęło ziemi nowskiej. W archiwum w Bydgoszczy przechowywane są protokoły z procesów czarownic, które były przeprowadzone przed sądem ławniczym miasta Nowego w latach 1689-1747. Trudno dziś orzec, czy zbiór archiwaliów jest kompletny. Przyjąć należy, że dla podanego przedziału czasowego stanowi on pewną całość. Materiały źródłowe stanowią 122 karty czerpanego papieru o różnych znakach wodnych, zapisanego ręką protokolanta. Sądząc po charakterze pisma, który jest mniej lub bardziej dbały, zeznania spisywane były przez dziewięciu protokolantów. Można założyć, że byli oni obecni podczas tak zwanego badania czarownic. Poszczególne strony zawierają paginację sporządzoną zapewne w późniejszym czasie dla uporządkowania zbioru. Numeracja dokonana została przez jedną osobę. Na protokołach widoczna jest niezależna druga numeracja, która uwzględnia nie poszczególne strony, lecz karty. Co najważniejsze –obie numeracje pokrywają się. W pewnym miejscu numeracja kart nie jest zgodna z kolejnością zeznań, co może świadczyć o małej rzetelności osoby oznaczającej zbiór. Na podstawie paginacji możemy stwierdzić, że pewnej ilości kart brakuje. Co było powodem uszczuplenia zbiorów o 21 stron, możemy jedynie domniemywać. Być może było to celowe usunięcie niewygodnych z pewnych względów zeznań. Może jednak przyczyna była bardziej prozaiczna, mogło nią być zaniedbanie i bałagan, który na przestrzeni stuleci przerzedził interesujący nas zbiór.

Archiwalia dotyczą przesłuchań 27 osób. Wśród nich możemy wyróżnić 25 kobiet i 2 mężczyzn. Osobami, które doświadczyły koszmaru badania o czarostwo, były:

1\ Elza Kucharczykowa

2\ Katarzyna Olejniczka

3\ Maryna Gałganka

4\ Jakub Gałgan

5\ Anna Krucha

6\ Katarzyna Krysiowa alias Adamkowiczowa

7\ Regina Jakubowa Krajniczka

8\ Anna Jeżowa Malinowa

9\ Marianna Grześkowa

10\ Magdalena Ruskowa

11\ Dorota Piotrowa Kaszubowa

12\ Marianna Rogalska

13\ Gertruda Śmiechowa

14\ Marta Stępkowa

15\ Marianna Kowalka

16\ Ewa Świątkowska

17\ Jadwiga Michalka

18\ Anna Kwaśna

19\ Szymon

20\ Regina Doroszewiczowa

21\ Anna Wincentka

22\ Anna Szpornowska

23\ Barbara Jakubka Ratajka

24\ Elżbieta Pasterka

25\ Barbara Drąszkowa

26\ Katarzyna Owczarka

27\ Marianna Kaczmarka

Większość protokołów rozpoczyna inwokacja, charakterystyczna dla dokumentów z tamtej epoki. Typowy wstęp zapisany został w aktach dotyczących procesu Anny Szpornowskiej, który miał miejsce w 1719 roku:

„Jako chcesz taj i jako możesz potępiaj narodzie ludzki złość swoją ,ale nie zataisz chociaż byś w inszą krainę świata tego zapędził i najrozmaitsze skały ukuł i w ciemne lochy albo bezdenne morza zatopił przed obliczem najsparwiedliwszego sędziego Boga Wszechmogącego, bo mu wszystko jest wiadomo, nie tajno.

Przyjdzie, przyjdzie ten czas, gdy Bóg Stwórca i Odkupiciel nasz mogąc się poprawy po grzeszniku doczekać, użyczając mu dosyć czasu, aby zagniewanego ciężkimi i okrutnymi grzechami nawróciwszy się znowu do Niego, żałował, pokutował i przepraszał.

Pan Bóg Stwórca i Odkupiciel Nasz nie mogąc się poprawy grzesznika doczekać w ciężkich zbrodniach obrazy Jego zostającego wskaże palcem sprawiedliwości swojej świętej każdego takowego na oko ludzkie i prawi całemu światu nie chcąc dłużej cierpieć obrazy majestatu Swego. A zasz nie użyczał i tej Annie Szpornowskiej w obecności was wszystkich tu teraz stojącej Bóg Wszechmogący dosyć czasu, aby była zagniewanego na się Boga, którego się wyprzysięgła, a czarta nieprzyjaciela duszy swojej przyjęła…A czy nie mogła mając tak wielkie łaski Boskie dotychczas nawróciwszy się do stwórcy swego przebłagać i prosić onego.

Ale nie zbrzydziła czarta, nie nawróciła się z znowu do stworzyciela swojego.

Wydał, pokazał, ujawnił nieprawość jej Pan Bóg na przestrogę innym, a tejże Annie Szpornowskiej a zakazanie dłużej obrazy majestatu swojego najświętszego.

Będąc oskarżoną Anna Szpornowska od instygatarów uczciwych panów Michała Jungnikla, Franciszka Reicha i Krzysztofa Trytta mieszczan tutejszych nowskich z powołania Marianny Stryczenki z Milewa i Barbary Ratajki z Zawady, przed sławetnym magistratem tutejszym miasta J.K.M.Nowego, którzy ją podprzysięgli o czarostwo na komisji duchowej dnia 20 lipca tegoż roku, którąż oskarżoną pokomisji duchownej sławetny magistrat oddał w moc uczciwemu sądowi tego miasta, dając i pozwalając wszelkie metody, aby sobie uczciwy sąd według prawa z pomienioną Anną Szpornowską postępował ( … ) „

Powyższa inwokacja ukazuje sposób myślenia i tłumaczenia sobie pewnych zjawisk przez ówczesne społeczeństwo. Każdy, kto dopuścił się odstępstwa od przyjętych reguł, był podejrzany i mógł spodziewać się potępienia i osądzenia bez względu na to czy rzeczywiście dokonał przestępstwa.

Wśród używanej w XVII-XVIII wieku terminologii prawnej dadzą się zauważyć dwie kategorie domniemanych czarownic. Jedne to czarownice „pomówione” , drugie zaś to „powołane”. Różnica polegała na osobie, która wnosiła oskarżenie. Jeżeli czynił to na przykład któryś ze współmieszkańców osoby oskarżonej, to w takim przypadku występowało pomówienie. Jeżeli natomiast osoba torturowana wskazywała na inne kobiety, które razem z nią miały być służebniczkami szatana, wówczas miało miejsce „powołanie”.

Zgodnie z panującym ówcześnie przekonaniem świat wypełniony był służebniczkami diabła. Kiedy udało się którąś z „badanych” osób przymusić do przyznania się do kontaktów z szatanem, starano się różnymi sposobami skłonić ją do wydania swoich wspólniczek. Podczas procesów powtarzają się stereotypowe pytania, które zadawano oskarżonej o czary kobiecie. Pytano więc : kto nauczył ją czarować, w jaki sposób doszło do spotkania z diabłem, gdzie znajduje się Łysa Góra, kto i kiedy brał udział w sabatach, kto zajmuje się czarostwem, w jaki sposób szkodziły, czy miały kontakt cielesny z diabłem.

W 1704 roku sąd ławniczy miasta Nowego rozpatrywał sprawę Gertrudy Śmiechowej:

„ ( … ) zeznała, że czarownicą jest i ma diabła Marcina, że ten czart nocy przeszłej przed torturami do wieży przyszedł do niej w niemieckich sukniach podartych blady i lichy pytając jej: czego tu siedzisz? Zeznała, że przed trzema laty pierwszy raz przyszedł do niej ten czart w nocy i układał się z nią w łóżku. Potem się jej na piersi położył, aż przyszło do tego , że z nim grzech nieczysty popełniła raz, a po tej okazji kilka razy. Zeznała, że na Łysej Górze bywała na piasku przy kobylim gruncie, gdzie z nią bywały Kotkowa i Rogalska a lubo i innych tam niemało było, uznać ich nie mogła, bo miały larwy na twarzy, do tego ona tam tylko dwa razy na św. Jana gościła.

Zeznała, że ten czart kazał sobie zapisać co i uczyniła tak: puścił jej krew pazurem z serdecznego palca u ręki prawej i napisawszy nią cyrograf rzekł: jużeś moja.Zeznała, że na Łysej Górze dał jej czart dwie kromki chleba, które włożyła w kieszeń i obróciły się w końskie łajno…Idąc na trzecie tortury taż Gertruda Śmiechowa statecznie powtarzała to cokolwiek przed tym wysłowiła i które raz powołała po trzecie je powołuje nie chcąc ich odwołać, gdyż tam bywały gdzie i ona na co gotowa żyć albo umierać. ( … ) „

Kobiety, które poddano przesłuchaniu, przyznawały się w większości przypadków prędzej czy później do stawianych przez sąd zarzutów. Wymieniały jednym tchem dziesiątki nazwisk rzekomych wspólniczek diabła. Badana w 1747 roku Katarzyna Owczarka zeznała:

„ ( … ) Drążkowa i Kaczmarka, Pasterka, Cyruliczka z Pelplina, Wróblowa, …są takie czarownice jako i ja…Grabowska i Czorka Elżbieta, ( … ), Zdunka i Sołtyska, Grochowska, Kaczmarka, Gogotka, Stawyczka są czarownice tak jako i ja. Z Czarnego Lasu są dwie krawcowe ( … ) są takie te wszystkie czarownice jako i ja na to gotowam żyć i umierać ( … ) „

W tym miejscu warto zastanowić się nad pobudkami, którymi mogły kierować się osoby przesłuchiwane, powołując swoje wspólniczki. Z pewnością zdawały sobie sprawę z konsekwencji składanych zeznań. W rachubę wchodzi kilka możliwości:

-powtarzanie nazwisk podsuwanych przez sędziów ( manipulacja)

-wymienianie przypadkowych nazwisk w celu usatysfakcjonowania przesłuchujących

( liczy się ilość, ewentualne zaprzestanie tortur )

-kierowanie się osobistą zemstą (możliwość ukarania osoby , do której czuło się

niechęć )

Zdarzało się, że niektóre kobiety nie chciały obciążać zeznaniami niewinnych ludzi. Dlatego podczas badania konsekwentnie nie przyznawały się do kontaktów z diabłem, ponieważ, będąc czarownicą, musiałyby co jakiś czas spotykać się z innymi służkami szatana. W dostępnym zbiorze dokumentów występuje protokół z badania Anny Malinowej z 1701 roku. O niezwykłości tego zapisu stanowi fakt, że Anna, będąc powołaną, konsekwentnie nie przyznawała się do stawianych zarzutów i tym samym ocaliła nie tylko życie, ale odzyskała wolność:

„Będąc Anna Malinowa w więzieniu wsadzona ( … ), na którą ludzie świadectwo złożyli, którzy w podejrzeniu mając, że czarownicą jest…i że będąc na trzecich torturach i przy uporze swym jako została tak i zostaje. Zaczem tedy uczciwy sąd nowski przestrzegając prawa i świętej sprawiedliwości, nie uznając ją śmierci być winną. Za jej tedy występek uznał i błędy , że godna jest odgonienia od miejsca obecnego ( … ) „

Powyższy tekst świadczy nie tylko o niezwykłej wytrzymałości Anny na ból oraz determinacji, która pozwoliła jej żyć. Dowiadujemy się także rzeczy niezwykle ważnej o funkcjonowaniu nowskiego sądu. Uczciwość, prawo, sprawiedliwość, to zasady stosowane wobec sądzonych. Zaprzeczają one powszechnemu wizerunkowi zamroczonego alkoholem j żądnego krwi składu sędziowskiego. Trudno ze względu na szczupłość zbioru pokusić się o obiektywne wnioski dotyczące procesów na ziemiach polskich, jednakże wobec Anny Malinowej sąd kierował się literą prawa oraz ludzką sprawiedliwością.

Wytrzymałe na ból kobiety ( najczęściej przyzwyczajone do ciężkiego życia i pracy ponad siły ) często dopiero na kolejnych torturach mówiły o domniemanych wspólniczkach. Niektórym oskarżonym o czary kobietom wystarczył umiejętny pokaz narzędzi tortur czyniony przez biegłego w swej sztuce kata, aby przy odrobinie wyobraźni uzmysłowić sobie, jaki ból mogą one zadawać. Takie przyznawały się od razu do zarzucanych im czynów, chociaż sam ten fakt nie chronił przed dalszymi badaniami. Sąd z Nowego zalecał trzykrotne tortury dla poświadczenia dotychczasowych zeznań. Tylko w dwóch przypadkach odstąpił od reguły.

Procedura sądowa wymagała, aby zeznania składane podczas zadawania tortur zostały potwierdzone bez stosowania środków przymusu. Wydawać by się mogło , że odwołanie zeznań składanych pod wpływem cierpień ratowało oskarżoną jak też osoby przez nią powołane. Jednak w rzeczywistości oznaczało to narażenie na nowe praktyki katowskie , gdyż sędziowie wietrzyli w takim toku sprawy diabelską sztuczkę. Dlatego też, gdy po zakończeniu tortur pytano przesłuchiwane niewiasty, czy dobrowolnie podtrzymują powołania, prawie zawsze je potwierdzały:

„ ( … ) Po trzeci raz bez tortur taż Marianna Rogalska ( … ) powiedziała , że te , które powołała…powołuję nie ze strachu albo z bojaźni mąk, nie z gniewu, nie z nienawiści. Ale z samej prawdy, gdyż tam bywały gdzie i ja i aby tą śmiercią co i ja schodziły ze świata godne są, na com gotowa żyć i umierać ( … ) „

Nie zawsze „powołanie” było dla sądu dostatecznym dowodem. Gdyby sędziowie byli zbyt gorliwi w wykorzystywaniu tego typu oskarżeń, procesom nie byłoby końca. Jednak i tak los osoby powołanej był nie do pozazdroszczenia. Od chwili „powołania”

piętno szatana ciążyło na niej już na zawsze. Dla ludzi żywiących niechęć do konkretnej powołanej osoby została stworzona wymarzona możliwość skutecznego pozbycia się wroga. Wystarczyło spełnić jeden warunek: dostarczyć dowody winy.

Tym samym widmo więzienia, tortur, stosu prześladowało taką osobę każdego dnia i do końca życia.

Najbardziej pożądanym dowodem winy było przyznanie się oskarżonej o czary osoby do stawianych jej zarzutów. Rozmaita była droga, która wiodła do tego celu. Czasem wystarczyło kobietę nastraszyć, prezentując narzędzia tortur. Jednakże w większości przypadków konieczne było ich zastosowanie. Aby nie narażać niewinnej osoby na praktyki katowskie , poddawano podejrzane o kontakt z diabłem specyficznym próbom. Najbardziej popularne były próby: wody, ognia, łez, wagi oraz szpilkowa. W protokołach z Nowego najczęściej wymienianą była próba wody.

Powyższa próba nazywana też pławieniem przeprowadzana była nad naturalnym zbiornikiem wody. Przed przystąpieniem do próby wiązano kobietę w tak zwanego „kozła” . Polegało to na tym, że wiązano lewą ręką z prawą stopą , a prawą rękę z lewą stopą i na lince spuszczano na wodę. Jeżeli oskarżona natychmiast zanurzała się pod wodę, było to oznaką niewinności. Jeśli utrzymywała się na powierzchni, oznaczało to, że jest lżejsza od wody. Był to wyraźny dowód współpracy pławionej z władcą piekła. Zdarzało się , że przed przystąpieniem do próby miejscowy ksiądz święcił wodę. Gdy badanie wypadło niekorzystnie, był to niezbity dowód winy, gdyż poświęcona woda nie chciała przyjąć czarownicy. Pozornie mogłoby się wydawać, że każdy człowiek ,który został związany a następnie zanurzony w wodzie, powinien pójść na dno. Jednak ciało wiązane w kozła przyjmowało kształt, który pozwalał przez pewien czas utrzymywać się na powierzchni. Warto też pamiętać, że ówczesna moda nakazywała noszenie obszernych sukien, bufiastych rękawów, więc nagromadzone w fałdach odzieży powietrze pomagało utrzymywać się na powierzchni wody.

W roku 1706 próbie pławienia poddano Martę Stępkową:

„ ( … ) Obwiniona o czarostwo od pracowitego Grzegorza Czatkowskiego…, że póty przez wodę doświadczona, w którą trzykroć wrzucana lubo związana była, po wierzchu pływając przy P.Sądowych i wielu innych ludziach pokazała się być takową ( … ) „

Znamiennym faktem w procesach czarownic jest to , że niekiedy osoby oskarżane o współpracę z szatanem same prosiły o poddanie ich pławieniu w celu wykazania swej niewinności. W 1699 roku protokolant notował:

„ ( … ) Na wolą i afektacją J.M.Pana Jerzego Czapskiego z urzędu sądowego nowskiego deputowani będąc, to jest pan Krzysztof Lalkowski podsołtysi nowski i pan Zachariasz Szramka sądowy nowski do wsi Smętówko, a to dlatego, że mając obwinioną i w podejrzeniach Reginę Jakubową krajniczkę o czarostwa, która dobrowolnie prosiła się na wodę, żeby była próbowana. Ichmościowie tedy dali próbę uczynić na wodzie, która przy licznych świadkach pływała pod trzy razy na wodzie i woda jej przyjąć nie chciała ( … ) „

Do wyników pławienia przywiązywano dużą wagę. Właśnie pławienie decydowało najczęściej o tym, czy badaną osobę należy oddać w ręce kata, czy też zwolnić od dalszej odpowiedzialności.

Powołanie nie ominęło Anny Wincentki, która w 1718 roku stanęła przed nowskim sądem:

„ ( … ) Będąc obwinioną i powołaną od Marty Stępkowej Anna Wincentka, Pan Bóg wszechmogący nie mogąc już dłużej nieprawości cierpieć, wydaje ją na oko i podaje uczciwemu sądowi na ukajanie i opamiętanie się, innym na przykład, na przód na dobrowolną ją wziąwszy inkwizicio, aby się przyznała i wyznała swoje nieprawości. Egzaminowana ona bynajmniej tego nie wyznała, ale pragnęła i upraszała ażeby na wodę koniecznie poszła mówiąc te słowa, że woda pokaże moją niewinność. Czyniąc zadość uczciwy sąd jej woli, wrzucona po trzy razy na wodę, przy tak wielu zgromadzonych ludziach, za każdym razem wierchem pływała ( … ) „

Ciekawy opis wydarzeń zawierają akta dotyczące sprawy Barbary Drążkowej, przesłuchiwanej i torturowanej w 1747 roku :

„ ( … ) Barbara Drążkowa wzięta na pierwszą rozmowę dobrowolnie indagowana, jeżeli jest czarownicą odpowiada jęcząc, nie jestem, w jednego tylko Boga wierzę. Taż Barbara Drążkowa wzięta na drugą rozmowę dobrowolną indagowana jeżeli jest czarownicą, odpowiada jęcząc, że nie jest taka, proszę aby mnie na wodę wzięto, com wyznała gotowam na to żyć i umierać, da mój mąż W. Państwu 100 złotych, a niech idę na wodę. Sąd jej odpowiedział, że to nie może być ( … ) „

W powyższym przypadku mamy do czynienia z próbą przekupienia składu sędziowskiego. Można przypuszczać, że oferowana suma nie miała tylko spowodować samego pławienia oskarżonej, ale mogła sugerować wynik badania. Jak zanotował protokolant, sędziowie odrzucili propozycję. Ten przykład wskazuje jednak na to, że próby przekupstwa się zdarzały. Nie wiadomo, niestety, czy zawsze kończyły się z takim skutkiem, jak w powyższym zdarzeniu.

20 lipca 1719 roku komisja duchowna przekazała w moc magistratu Annę Szpornowską. Ten po zapoznaniu się ze sprawą, przekazał wymienioną sądowi miasta Nowego w celu uzyskania świadectwa winy.

„ ( … ) Do żadnych złości pomieniona Anna Szpornowska nie przyznała się, ale poprosiła aby wodą była próbowana mówiąc: iż mię to oczyści, … ,którą wodę publicznie poświęcił i pobłogosławił fale w imię Boga Dziekan Nowski, która będąc po trzykroć od egzekutora sprawiedliwości w wodę związana wrzucona, za każdą razą wierzchem pływała przy wielkim zgromadzeniu tam na ten czas ludzi ( … ) „

Dalej następuje opis przesłuchania, którego efektem wobec nieprzyznawania się oskarżonej do winy jest poddanie Anny Szpornowskiej torturom. Ból skutecznie skłania Annę do przyznania się, iż jest czarownicą, aby zaprzestano tortur opisuje barwnie życie jakie wiodła będąc wspólniczką szatana. Wśród zeznań znajdują się zapisy związane z pomocą jakiej miał udzielać czart osobie poddawanej pławieniu :

„ ( … ) Zeznała, że nim do wody biegła, to ją diabeł pocieszał obiecując, że miała tonąć. Jak ją pławiono, to diabeł stał na górze ku dworznicom i śmiał się z niej. Mimo, iż mówił będziesz ty tonęła, dam ja tobie żelaza, nie bój się, ( … ) „

Do dzisiejszego dnia zachowało się wśród nazw zbiorników wodnych wiele takich, które wskazują na to, że na ich brzegach rozgrywały się dramatyczne wydarzenia związane z polowaniem na czarownice. Między innymi w Nowem napotkać można niewielkie jezioro, które nie bez przyczyny zwane jest Jeziorem Czarownic.

Zanim domniemaną czarownicę oddano w ręce kata, przewożono ją w miejsce, które miało zagwarantować brak kontaktu z diabłem. W tym celu osadzano niewiastę w miejscowym więzieniu, a jeżeli takowego nie było, to w podobnie solidnym budynku, na przykład w spichlerzu. W przypadku Nowego miejscem zapewniającym właściwe odosobnienie była jedna z szesnastu baszt – wież wkomponowanych w mury miejskie. Wierzono powszechnie, że czarownica za sprawą diabła, nabiera mocy przez kontakt z ziemią. Dlatego umieszczano oskarżoną w beczce lub kłodzie. Starano się, aby wymienione przedmioty znajdowały się już na wozie, którym przewożono osoby poddane próbie wody znad jeziora do miejsca odosobnienia.

Oto fragment protokołu pochodzącego z 1701 roku. Oskarżoną o czary była wówczas Marianna Grześkowa z Lalkowych :

„ ( … ) Sąd prosił, by dobrowolnie przyznała się do swych uczynków, która żadnym sposobem nie chciała się do niczego przyznać, twierdząc, że nie jest niczym winną, prosząc się dobrowolnie na wodę, ( … ), która natychmiast raz, drugi i trzeci wierch na wodzie pływała ( … ). Tak związaną przez próbę wody, po czym w beczkę wsadzona będąc przez sprawcę do więzienia ( … ) zawieziona. ( … ) „

Przestraszona niewiasta siedziała w swym ciasnym więzieniu, które znacznie ograniczało swobodę. Nie opuszczała beczki nawet wtedy, gdy przewożono ją lub przenoszono przed oblicze sądu, a i wówczas dla uniknięcia kontaktu z ziemią sadzano ją na ławie tortur.

W literaturze dotyczącej procesów o czary często wspomina się o odwiedzaniu osób uwięzionych przez diabła, któremu mimo stosowanych zabezpieczeń takich jak dewocjonalia, czy teksty z Biblii, udało się dotrzeć do swej wspólniczki. Wierzono, że dla zmylenia strażników diabeł rezygnował ze swojego pierwotnego wyglądu. W takiej sytuacji wystarczyło pojawienie się w miejscu przetrzymywania oskarżonych tak pospolitego zwierzęcia jak szczura czy kota, aby dopatrywano się w nim diabła przychodzącego z pomocą czarownicy. Tego rodzaju przypadek został odnotowany w 1704 roku, gdy w więzieniu – wieży osadzona była Gertruda Śmiechowa :

„ ( … ) Wzięta tedy na pierwsze tortury i upomniana pilnie, aby pomnąc na miłość boską i na zbawienie duszy swojej, winę swoją odpowiedziała, gdzie nic nie wyjawiła tylko to, że kot pstry do wieży przyszedł do niej i wskoczył jej na ramię radując się jej nocy przeszłej. Po tym bez tortur zeznała, że czarownicą jest i ma diabła Marcina ( … )”

Przed przystąpieniem do właściwych tortur próbowano po raz kolejny nakłonić osobę oskarżoną do dobrowolnego składania zeznań. W tym celu stosowano tak zwane czynności wstępne. Najpierw sędzia namawiał obwinioną, by przyznała się do stawianych jej zarzutów. Po odrzuceniu współpracy groził jej cierpieniami fizycznymi.

Równocześnie kat demonstrował narzędzia tortur w taki sposób, aby nie było wątpliwości, co do ich skuteczności. Jeżeli mimo tych prób osoba podejrzana nie przyznawała się do zarzucanych jej przestępstw, sąd nakazywał katowi brać ją na tortury.

Powyższe doświadczenie stało się udziałem Anny Szpornowskiej, która stanęła przed nowskim sądem w 1719 roku :

„ ( … ) Nie skwapliwie sobie postępując uczciwy sąd z Anną Szpornowską, wziąwszy ją przed pierwszymi torturami na dobrowolną inkwizycję pytając się jej, aby dobrowolnie nie dając cielska swego dręczyć, zeznała się do złości i nieprawości, którą majestat boski obrażała. Która nie chcąc się do niczego przyznać dobrowolnie , uczciwy sąd kazał ją według prawa sprawcy pociągnąć. ( … ) „

Użyteczność tortur opierano na założeniach, że osoby poddane cierpieniu fizycznemu wyznają prawdę. Założenie to jednak nie zawsze jest słuszne. Prawdopodobieństwo fałszywych zeznań rosło, gdy :

Osoba torturowana nie popełniła zarzucanych czynów lub nie znała pożądanych informacji.

Zeznania były sugerowane.

Tortury stosowano w nadmiarze.

Protokoły z Nowego nie zawierają opisu stosowanych tortur. Osoby zainteresowane takowym odsyłam do dzieła Jędrzeja Kitowicza oraz licznych opracowań.

Torturę, o której możemy mieć pewność, że była stosowana w Nowem, było pociąganie, w literaturze przedmiotu zwane rozciąganiem. Kat stosował kilka wariantów tej tortury : rozciąganie na ławie, na drabinie, w powietrzu. Sama istota postępowania nie ulegała zmianie, a polegała na wykręcaniu rąk i wydłużaniu za pomocą systemu bloków całego ciała. Dla spotęgowanie bólu podkładano pod osobę poddaną torturze wałki nabite ostrymi szpikulcami lub żelazne grabie zwane jeżami, których zęby szarpały ciało. Po zakończeniu tortury powykręcane członki naprowadzano na właściwe miejsce. Czynności te sprawiały nie mniejsze cierpienia niż sama tortura, a podyktowane były nie wzbierającą litością i miłosierdziem, lecz praktycyzmem, który pozwalał na stosowanie powyższego zabiegu podczas następnych spotkań z katem.

Nie wszystkie miasta stać było na utrzymanie własnego mistrza sprawiedliwości. Do miasteczek, gdzie wykroczenia wymagające biegłości kata zdarzały się stosunkowo rzadko, sprowadzano go w zależności od potrzeb z innych ośrodków miejskich. Miastu, które kata wypożyczało, płacono za tę przysługę, natomiast kata wynagradzano według obowiązującej taryfy. Aby wykonywać tak specyficzny zawód, trzeba było przejść kilka stopni nauki i praktyki tego rzemiosła. Jednym z niższych stopni była funkcja oprawcy, kolejnym praktykanta, który dopuszczany był do czynności pomocniczych. Tortury zarezerwowane były dla mistrza, który dzięki znajomości anatomii potrafił dawkować ból nie powodując natychmiastowej śmierci skazańca.

Zachowane dokumenty dotyczące procesów domniemanych czarownic w Nowem, świadczą o tym, że koszty związane ze sprowadzeniem kata były przyczyną rzadkiego korzystania z jego wysokich kwalifikacji. Prawdopodobnie starano się prowadzić sprawy sądowe w taki sposób, aby nie było konieczności korzystania z usług mistrza sprawiedliwości. W takich przypadkach wystarczały umiejętności oprawcy. Można zaryzykować stwierdzenie, że względy oszczędnościowe sprawiały, iż sądy małych miast wydawały częściej wyroki o wiele łagodniejsze niż sądy ówczesnych dużych ośrodków miejskich.

W archiwaliach nowskich możemy zaledwie w jednym przypadku znaleźć zapis, który potwierdza, a nawet wymienia z imienia i nazwiska wynajętego mistrza sprawiedliwości. Wspomniany dokument zasługuje na uwagę także z tego względu, że dotyczy jedynego, zachowanego opisu procesu zbiorowego. Wzmiankowanym katem był Jan Godfryd Boxberg, tytułowany mistrzem, którego wypożyczono z miasta Tczewa na okoliczność wykonania większej liczby wyroków. Proces odbywał się w 1747 roku i dotyczył czterech kobiet, które przyznały się do kontaktów z diabłem. Jedna z nich została skazana na stos ze złagodzeniem kary. Pozostałe kobiety :

„ (…) Barbara Drąszkowa, Katarzyna Owczarka, Marianna Kaczmarka, że grzech swój, to jest wyprzysiężenie się Boga,Matki Najświętszej i Świętych Pańskich, a czarta przyjęcie długo ukrywały. Jednak, że będąc od sądu przyrzeczonego przy świadkach egzaminowane, które wyznały, że się Boga, Matki Najświętszej i Świętych Pańskich wyprzysięgły, więc sąd podług prawa … i tekstów z Pisma Świętego wziętych, potwierdzające swą powagą, że złoczyńcom żyć się, ni odpuszcza na świecie. Zgładzisz złe z pośrodka was, tak sądzi i dekretnie, ażeby żywo na stos były wrzucone i na proch spalone na przykład innym i na ukajanie się złych ludzi przez opatrznego Jana Godfryda Boxberga mistrza Tczewskiego. Co się wszystko ziścić ma mocą dekretu niniejszego kryminalnego.( …) „

Zdarzało się, że przesłuchiwana osoba, mimo wysiłków kata, wytrzymywała pierwsze tortury i nie przyznawała się do wysuniętych wobec niej zarzutów. Sędziowie zarządzali wówczas przerwę, która mogła trwać od kilku godzin do kilku dni. W tym czasie odpoczywał nie tylko mistrz i sędziowie, ale również dręczona niewiasta, w której głowie kotłowały się różne myśli. Przed przystąpieniem do dalszego badania, zwyczajowo nakłaniano czarownicę do dobrowolnego przyznania się do winy. O dziwo, osoba, która do tej pory odważnie znosiła cierpienia i zaprzeczała absurdalnym zarzutom, przyznawała się do czynienia zła za namową diabła.

Torturowana zwyczajowo trzykrotnie w 1698 roku Anna Krucha przyznała się do stawianych jej zarzutów dopiero na trzecich torturach. Dni, które były dla niej spełnieniem apokalipsy oddzielały różne przedziały czasowe :

Pierwsze badanie i tortury 5 VII , godzina 10 wieczór.

Drugie tortury 7 VII , godzina 2 rano.

Trzecie tortury 7 VII , godzina 4 – 5 po południu.

Bywało, że przesłuchiwana niewiasta popadała w skutek zadawanego bólu w omdlenie, tym samym odrywając się na pewien czas od przerażającej rzeczywistości. Marianna Kaczmarka w 1742 roku doświadczyła następującego zdarzenia :

„( …) Wyznaję, żem w karecie jeździła z Drążkową na Łysą Górę, we cztery konie, Michałek był wożnicą, bardzo żałuję nieszczęśliwa, żem zataiła tego grzechu. Nieszczęśliwa godzina moja, kiedym chciała wyznać na mękach, to mi się spać zachciało, nie czułam żadnych męków.( …) „

Nieczułe na ból ciało męczono dopóty, dopóki oprawcy nie uświadomili sobie, że wszelkie zabiegi mające spowodować wyznania, staja się w danej chwili chybione. Wypadki śmierci na skutek tortur nie należały do rzadkości. Protokoły procesów nie wymieniają zazwyczaj rzeczywistej przyczyny zgonu. Pozostaje domyślać się, że najczęściej były to ataki serca lub upływ krwi. Ówcześni świadkowie wydarzeń przypisywali śmierć przesłuchiwanej osoby ingerencji czarta, który miał rzekomo dusić swoją wspólniczkę po to, aby uniknęła sprawiedliwości.

Wobec powszechnie przyjętych zasad kobiety, którym udowodniono czarostwo karane były śmiercią na stosie. Wyrok taki był ostateczny, ale mógł mieć bardziej lub mniej zaostrzoną formę. Niekiedy sąd decydował się na złagodzenie kary. Zarządzał wówczas najpierw uśmiercenie, a dopiero później spalenie zwłok na stosie. Postępowanie takie miało miejsce wówczas, gdy oskarżona osoba dostatecznie szybko przyznała się do stawianych jej zarzutów, wyrażając przy tym żal i skruchę za popełnione czyny. Przed sądem w Nowem w 1747 roku, stanęła między innymi Elżbieta Pasterka, która podczas wstępnego przesłuchania przyznała się do zarzucanych jej czynów :

„ ( …) , że lubo ta ( Elżbieta Pasterka ) podobnie z innymi Boga się wyprzysięga, a czorta przyjęła, lecz bez wszelkiej trudności grzech swój tak ciężki, Bogu obmierzły( …) przed sądem wyznała. Tak więc sąd przeczesny miasta J. K. M. Nowego powagą prawa decyduje, aby była przez egzekutora sądu sprawiedliwości mieczem karana i na stosie po ścięciu na proch spalona. ( … ).

Palenie na stosach osób, które padły ofiarą zabobonu, odbywało się przeważnie w wyznaczonych miejscach, gdzie zgodnie z tradycją wykonywane były wszelkie kaźnie. Na wsi takie miejsce znajdowało się zazwyczaj na granicy posiadłości, natomiast w miastach wyznaczone były place. Nie należy zapominać, że egzekucje, z braku innych rozrywek, gromadziły dużą liczbę gawiedzi, dlatego te specyficzne miejsca musiały być odpowiednio wybrane i przygotowane.

Skład sędziowski nie zawsze orzekał najwyższy wyrok. Gdy pozwalały na to okoliczności, przedstawiciele społeczności Nowego ferowali łagodniejszą formę kary. Było nią wyświecanie. Istota samej kary polegała na wypędzeniu niepożądanej osoby poza granice miasta. W 1706 roku wyświecanie spotkało Mariannę Stępkową. Przed przystąpieniem do tortur przyznała się Marianna do winy i potwierdziła wszystko, czego sobie życzyli sędziowie. Mimo to wzięto ją zgodnie z prawem na tortury, podczas których po raz kolejny powiedziała jedynie to, co już wcześniej bez zadawania mąk zeznała :

„ ( … ) Chcąc według należytości prawa skarać Mariannę Stępkową, uważając jednak tę poważną rację, iż więc była opowiedziała wszystko sławetnemu sądowi, nie chcąc czynić gwałtownej obrazy Boskiej, Marianna Stępkowa na miecz egzekutora świętej sprawiedliwości przysięgła w ten sposób, iż się nigdy na żadnych osobach tak zamkowej jako i miejskiej zwierzchności i innych mścić w niczym teraz no i potem nie będzie i bliżej od miasta nad sześć mil wszerz i wzdłuż nie postoi i jeśliby w czymkolwiek teraźniejszą swoją przestąpiła przysięgę, bez wszelkiej zwłoki i respektu ogniem ma być na życiu ukarana, która że wypełniła przysięgę wydalona wiecznymi czasy od miasta. ( … ) „

W okresie, który interesuje nas ze względu na archiwalia, życie codzienne ludzi podporządkowane było przyrodzie. Od sprzyjającej pogody zależało, czy społeczność będzie syta, czy też będzie głodowała. Nieurodzaj był najgorszą rzeczą jaka mogła spotkać pracujących na roli. Zabobonni ludzie szukali wytłumaczenia takiego stanu rzeczy w ingerencji sił piekielnych. Jeżeli wyobraźnia podpowiadała wpływy diabła, to w konsekwencji należało poszukać jego wspólniczkę – czarownicę. W ten sposób nakręcała się spirala ludzkiego strachu, złości i obskurantyzmu. W 1719 roku zarzut czarostwa postawiono Barbarze Jakubkowej Ratajce. Poddano ją próbie wody, po której przyznała się do tego, że jest czarownicą. Chcąc uzyskać dowody jej szkodliwej działalności, sąd zlecił zastosowanie tortur, podczas których zeznała :

„ ( … ) iż panie ( … ) mówiły na Łysej Górze, niech będą susze i głód, my na to nie dbamy, bo mamy wszystkiego pełno i tych co na nas robią. ( … ) „

Torturowana w 1704 roku Marianna Rogalska opowiadała o sposobie ściągania klęsk żywiołowych przez diabła :

„ ( … ) Zeznała, że wiatry teraźniejsze, zimno, suszę i nieurodzaj czynił ten czort rozszerzywszy poły u sukni. ( … ) „

Często powodem rozpoczęcia procesu o czary były choroby bydła, bardzo dotkliwe dla gospodarzy, gdyż to między innymi ilość zwierząt w gospodarstwie decydowała o zamożności, a tym samym o pozycji i prestiżu w społeczności wiejskiej. Umierające bydło powodowało, że nieźle prosperujący chłop mógł stać się nędzarzem. Zdesperowani mieszkańcy wsi wszelkie nieprawidłowości w powyższym względzie łączyli z czarownicami. Sądzona w 1698 roku Anna Krucha :

„ (…) Zeznała, że J. M. P.Jaworskiemu trzy woły podusić kazała, a to dlatego, że chodziła bez pozwolenia stroną ogrodu i on nałożył szarwarku na mnie 6 dni.Zeznała, że na Kniadku świnie czart zadusił, ale nie wie komu. ( …) „

Postawiona przed sądem w 1698 roku Katarzyna Krysiowa :

„ ( … ) Zeznała, że Adamowi w Milewku konia kazała udusić dlatego, że jej korca żyta nie chciał borgować. ( … ) „

Torturowana w 1699 roku Regina Jakubkowa Krajniczka :

„ ( … ) Zeznała, że w Bylawkach karczmarzowi kazała krowę udusić, a to dlatego, że jej florena nie pożyczył. Zeznała, że Tomkowej kazała klaczy nogę wykrzywić, a to dlatego, że ją łajał i był zły na męża jej. Zeznała, że krowę co się ocieliła i drugie cielęta dała podusić we dworze, a to dlatego, że Jej Mość chleba nie dał kiedy prosiła. ( … ) „

W interesujących nas czasach poziom medycyny pozostawiał wiele do życzenia. Z powyższego powodu prawie każdą chorobę przypisywano siłom nieczystym. Człowiek zapadający na zdrowiu szukał pomocy u zielarek, stosujących obecnie tak zwaną medycynę naturalną. Gdy zaaplikowana kuracja nie przynosiła oczekiwanego rezultatu, było to znakiem diabelskiej ingerencji, która uruchamiała znany od wieków mechanizm : Jeżeli wydarzyło się coś złego, należało poszukać osoby, którą można by obarczyć odpowiedzialnością za nieszczęście. Chory mógł wskazać dowolną osobę, twierdząc, że to przez nią zapadł na zdrowiu. Bujna wyobraźnia odkrywała cały wachlarz diablic, a i ze znalezieniem pretekstu nie było trudno. Ciekawe opisy szkodzenia na zdrowiu odnajdujemy w protokołach „ nowskich „ czarownic.

Przesłuchiwana w 1719 roku Ratajka zeznała :

„ ( … ) , że Stencelka z Zawady, Jerzowej Czarnej nie życznością dała diabłu nogę u biodra wytrącić. ( … ) „

Zdarzało się, że nawet zadośćuczynienie czarownicy nie chroniło przed straszliwymi konsekwencjami. Wypadek taki odnotował protokolant w zapisie pochodzącym z 1689 roku :

„ ( … ) zeznała bez wszelkich mąk po wtóre i po trzecie, że Pietruszkowa uczyniła nieboszczykowi panu Wietrzykowskiemu co na nogi chorował, a to, że nieboszczyk pan Wietrzykowski pomienioną Pietruszkową czasu jednego rozgniewawszy się na nią wybieł. Po tym nieboszczyk pan wietrzykowski zatrwożywszy sam jej dał za to korzec żyta, aby ją szwank jaki nie spotkał przez nią. Jakoż z uczynku jej co mu w nogi uczyniła umierać musiał. ( … ) „

Ciekawe zeznania złożyła przesłuchiwana i torturowana na okoliczność czarostwa w 1747 roku Katarzyna Owczarka :

„ ( … ) wyznaję, że diabeł tylko może zaszkodzić ludziom na zdrowiu i na dobytku o 12 godzinie południowej i północnej w czwartek, a w inny dzień nie ma takiej mocy.

( … ) wyznaję, że Barbara Drążkowa nie mogła nikomu zaszkodzić, aż dziecięciu swemu jego krew ubiegła. ( … ) „

Jak świadczą przedstawione przykłady niebezpiecznie było zadzierać z osobą, co do której istniało podejrzenie, że potrafi skutecznie posługiwać się czarną magią. Ograniczenia czasowe w czynieniu zła powodowały, że diabeł i jego wspólniczki mieli pewien czas na odpoczynek od bezpośredniego działania. Czas ten dzielili na zabawy na Łysej Górze oraz przygotowywanie kolejnych intryg i szkód.

Czarownice szkodziły często przez tak zwane „ zadanie diabła „. Wierzono, że czart potrafi dostać się do wnętrze ludzkiego ciała i w konsekwencji męczyć psychicznie i fizycznie swoją ofiarę. Przesłuchiwana w 1747 roku Katarzyna Owczarka zeznała, że :

„ ( … ) sołtyska ma 10 diabłów, Zdunka ma 3, a Zyntkowa 4 diabłów. ( … ) „

Przepytywana przez sędziów Barbara Drążkowa przyznała się, że :

„ ( … ) jestem czarownicą podłą. Ja mam diabłów 7. ( … )”

Oskarżona Ratajka zeznała :

„ ( … ) , że pani Działdowska ma diabłów cały pułk co wojują po świecie. ( … )”

Jak potwierdzają powyższe zapisy, liczba diabłów przypadająca na jedną osobę mogła być całkiem spora. Przykłady świadczą też o tym, że diabłem można było kierować i wykorzystywać go do czynienia zła. Im większa liczba diabłów, które dana osoba miała na usługach, tym większe szkody i spustoszenia można było uzyskać.

Różne były sposoby za pomocą których diabeł opanowywał swoja ofiarę. Jeden z nich polegał na podaniu czarta w napoju lub jedzeniu osobie, która nie miała o tym żadnego pojęcia. W aktach z Nowego wymieniany jest na przykład ciepły chleb oraz mąka. Można go też było dostać nie koniecznie w zakamuflowany sposób od innej czarownicy. Liczne były przypadkowe spotkania na drodze, łące, przy bramie gdańskiej. Efekt był zawsze taki sam, konsekwencje zaś mogły być różne nie wyłączając tych najgorszych.

Ciekawy przypadek zetknięcia z diabłem opowiedziała Jadwiga Michalka :

„ ( … ) zeznała, jako do niej przyszedł strojny pan ( … ), który przechodził się kilka razy z miasta na Kończyce, z Kończyc do miasta. Ten przychodząc do niej z kijem zmierzał do niej, jako by chciał strzelić w nią i rzekł pu! Po tym rzekł daj mi pić, a mąż, który był na ten czas w domu i widział to wszystko co się działo, ale nie wiedział kto to był i co za jeden, rzekł żonie swojej dajże mu pić, ale rzekła nie mam piwa, ani cienkuszu, tylko wodę, a ten gość rzekł, nie chcę wody kiedy nie masz piwa, po tym rzekł daj mi ognia do lulki, ale tabaki nie kurzył. Po tym rzekł, że tu u ciebie będę, bom tu jest zesłany i tu u ciebie będę nocował. Ona się z nim wadziła i mąż jej nie pozwalał mu na legowisko. Po tym rzekła mężowi kijem go z domu wypędź, chłop jesteś a boisz się go. A ten Paweł rzekł, ty czarownico, każesz mnie mężowi bić, a ty nim drzwi zatykasz kiedy na Łysą Górę latasz, która go za to bajanie łajała ( … ), po tym chciał przynajmniej w chlewie spać, któremu i tam dla niewczasu nie pozwolili. Potem się pytał o drogę na Montawy, gdy mu pokazał gospodarz odszedł, ale nie szedl prostą drogą, tylko obszedł jego chałupę i dopiero szedł przez wieś ( … ), a idąc ku dworu zniknął.

Zeznała, jako synowi jak do domu przyjechał z Gdańska powiadała co się stało, a ten rzekł, gdybym tu był, to by mu się musiało dostać, albo bym grał, aż by się w smołę obrócił.

Zeznała, jako trzeci rok, tydzień przed świątki, przyszedł do niej tenże Paweł w nocy i obłapił ją mówiąc, jużeś też teraz moja i mówił jej będziesz się dobrze miała, będę ja na cię robił, tylko się mi oddaj, a odprzysiąż się Najwyższego. I odprzysięgła się Boga, a onemu Pawłowi przysięgła i poszedł do niej spać i miał z nią złączenie po trzy razy, a mąż jej leżał koło niej i nic nie słyszał ( … ) .”

Na uwagę zasługuje sposób pozbycia się nieproszonego gościa ( przemiana w smołę pod wpływem muzyki) oraz to, że Jadwiga całą winę wzięła na siebie chcąc chronić swoją rodzinę.

Skoro można było doprowadzić do choroby, kataklizmów, a nawet śmierci, istnieć musiały także sposoby obrony przed sprawkami czarownic. W tym przypadku mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Otóż nigdy nie wiedziano, czy magiczne praktyki miały bronić własny dobytek, czy też miały spowodować szkody u sąsiadów. Znachorka mogła latami parać się swą profesją, bez jakiegokolwiek zainteresowania osób trzecich. Wystarczyło jednak oskarżenie rzucone ze strony niezadowolonego pacjenta, zawistnych sąsiadów lub konkurencji, by znaleźć się w więzieniu. Na wszelki wypadek, aby uniknąć pomyłki, należało osobę uprawiającą tajemnicze obrzędy spalić na stosie.

Najpopularniejszym sposobem mającym ustrzec inwentarz przed czarami, było skropienie go święconą wodą. Aby uzyskać pewność co do skuteczności zabiegu, należało skropienie wzmocnić magicznymi znakami i zaklęciami.

Badana w 1747 roku Marianna Kaczmarka powiedziała :

„ ( … ) wyznaję, żem dała sobie dlatego udusić dwie krowy i konia, że inni żegnali i kropili święconą wodą i nie mogłam im zaszkodzić. ( … ) „

Z pewnym zażenowaniem należy zauważyć, że wiara w magiczne praktyki przetrwała dłużej niż same procesy czarownic. Pozostałości zabobonu możemy obserwować także i w dzisiejszych czasach.

Wśród diabłów wymienianych w aktach procesowych, można dostrzec gradację społeczną, charakterystyczną dla świata ludzi. Wymieniane są diabły ubogie oraz chodzące w różnokolorowych sukmanach i czapkach. Ubiór niektórych wzorowany był na strojach polskiego szlachcica, inni nosili się po niemiecku. Czarownicom towarzyszyły diabły, natomiast czarownikom diablice. Badany w 1690 roku Jakub Gałgan :

„ ( … ) Zeznał, że diablicę miał, która się zwała Marianna. Zeznał, że tąż diablicę dostał jadąc z Nowego z fryty wkrótce po spaleniu siostry jego rodzonej. Zeznał, że taż diablica skoro się mu pokazała, do niego przystąpiwszy, otumaniła go i potem z nią pospolitował. Zeznał, że taż diablica chodziła w czarnej sukni i w kabacie zielonym w sznurówce błękitnej. ( … ) „

Dla usankcjonowania związku diabeł starał się uzyskać podpis kobiety, który uczyniony krwią już na zawsze wiązał losy obojga. Przesłuchiwana Marianna Rogalska zeznała :

„ ( … ) prosił, aby mu dała krwi z palca serdecznego u ręki prawej, jakoż mu zaraz na to zezwoliła i zakłuwszy się szpilką w palec pomieniony krwi upuściła, którą krwią czart w osobie człowieka będący napisał sobie cyrograf i rzekł jej jużeś moja.(…)”

W protokołach powtarza się informacja, że do nakłuwania szpilką czy pazurem, zawsze wybierano serdeczny palec prawej dłoni. Nie jest przypadkiem, że właśnie na tym palcu nosi się ślubną obrączkę. Podpisanie cyrografu było bowiem jednoznaczne z zaślubinami, które łączyły wybranków bez względu na mogące pojawić się konsekwencje.

W zeznaniach kobiet stających przed nowskim sądem pojawia się wątek spotkań z diabłami podczas zabaw i biesiad, na które udawano się na Łysą Górę. Jak świadczą zapisy takich miejsc było w okolicy całkiem sporo i niekoniecznie wbrew nazwie musiało to być wzniesienie. Miejsca sabatów znajdowały się: koło kobylego gruntu nad Wisłą na piasku białym, pod zamkiem nowskim, koło klasztoru pelplińskiego, pod wsią Lalkowy, pod Bąkowem niedaleko Bożej męki, czy na przydatkach koło Bochlina. Zaskakującym miejscem spotkań wymienianym w protokołach jako Łysa Góra, była izba w domu zamieszkanym przez Barbarę Drąszkową. Jak świadczą powyższe przykłady Łysa Góra wcale nie musiała być górą i jako miejsce sabatów mogła być dosłownie wszędzie.

Aby szatan nie rozminął się ze swoją wspólniczką, należało wyznaczyć terminy spotkań. Najczęściej dzień sabatów przypadał na świętego Jana. Tę datę można z dużym prawdopodobieństwem powiązać z tajemniczymi obrzędami sobótkowymi. Wśród innych terminów spotkań wymieniane są: na świętego Jakuba, po poście, na Boże Ciało, pierwszy czwartek miesiąca.

Podróż na Łysą Górę odbywała się najczęściej drogą powietrzną. W rachubę wchodziły dwa rodzaje transportu. W pierwszym siłą napędową był sam diabeł, który unosił wspólniczkę w przestworza, chwytając ją na przykład za pas. W drugim przypadku szatan nie był potrzebny, gdyż umiejętność latania uzyskiwano dzięki tajemniczej maści. Opisu takowej dostarczyła nam Barbara Drąszkowa:

„ ( … ) Wyznaję, kiedy lecimy na Łysą Górę, to się posmarujemy maścią pod pachy, dała mi te maść młynarka Zalszowska, com się nią smarowała i drzwiami wylatywała nad ziemię. ( … ) „

Naziemnymi środkami transportu były: kolasa zaprzęgnięta w cztery konie oraz kareta. W archiwaliach nowskich nie wymienia się w żadnym przypadku miotły, która niosłaby wybranki diabła na wspólne spotkania. Być może mieszkanki Nowego i okolic bały się latania na miotle i z tego powodu preferowały bardziej bezpieczny sposób przemieszczania się.

Osoby, przesłuchiwane przez sąd, dostarczały także informacji dotyczących przebiegu spotkań na Łysej Górze. Oto relacja złożona w 1712 roku przez Jadwigę Michalkę:

„ ( … ) Zeznała, jako w św. Jan pańskiego roku na Łysej Górze była, ( … ) , tam gdzie się drogi dzielą do Borowego Młyna i do Milewka, i tam tańcowała, jadła, pijała, która chcąc się doświadczyć co to za jedzenie i picie było i co za srebro, z którego piła, wzięła ze sobą do domu, a gdy przyszła, aż obaczyła jakie potrawy: końskie bobki i węgle były, a napojem był koński mocz, a srebro tylko skorupy od gęsich jaj.

Zeznała jako chłop z Dzierzązna, na imię Jakub, grał im na krowim ogonie.

Zeznała jako tam z nią bywały: Stępkowa, piotrowa, Zarembowe, Małgorzata, Serchowam i Dolna z miasta,Kwaśna, Kikowa, Stachowa, która już spalona. I w larwach Panie, których poznać nie mogła, bo się zakrywały czarnymi flarami ( … ) „

Powszechnie wierzono, że zabawa, która rozpoczynała się z nastaniem wieczora, kończyła się z chwilą piania koguta, który ostrzegał przed nadchodzącym świtem. Czarownice wracały do swoich domów i przy pomocy magicznych sztuczek przywdziewały maski bogobojnych matek i żon.

Trudno, dysponując tak bogatym materiałem źródłowym, wyczerpać temat procesów czarownic na ziemi nowskiej. Na podkreślenie z pewnością zasługuje fakt, że sędziowie starali się ferować wyroki zgodnie z obowiązującym ówcześnie prawem. Ma to odzwierciedlenie w protokołach, które poświadczają, że domniemaną wspólniczkę szatana nie zawsze czekał stos. Odnotowano przypadki uwolnienia oraz wyświecania.

Jeden z protokolantów pozostawił zapis, który informuje o kontekście prawnym zjawiska czarostwa:

„ ( … ) zaczym sąd przerzeczony nie ukrywając prawa pospolitego ale stosując się do niego jak to prawa chełmińskiego w księgach piątych, a rozdziale sześćdziesiątym wtórym opisanego tak sądzi ( … ) „

Można założyć, że większość procesów o czarostwo przeprowadzonych przed sądem ławniczym miasta Nowego, kończyło się wyrokiem śmierci. Ujęcie statystyczne procesów „nowskich” przedstawia się następująco:

Osoby spalone: 8.

Osoby puszczone ( uwolnione ): 3.

Osoby odgonione ( wyświecane ): 3.

Brak jednoznacznego zapisu co do wyroku: 14.

W jednym przypadku osobę wyświecaną spotkał najwyższy wymiar kary:

„ ( … ) Uczciwy sąd na ten czas dekretem od miasta odgonił na 6 mil w poprzek, a 6 mil wzdłuż, aby się nie ważyła wracać do miasta, która przysięgi swojej nie dotrzymawszy do miasta się wróciła, a będąc już teraz powtórnie i po 3 powołana

( … ), więc sad dekretem niniejszym postanawia, że Annę Kwaśną, aby za krzywoprzysięstwo, które popełniła, aby jej 2 palce, które ku niebu przysięgając podnosiła, były ucięte i ona ogniem spalona, aby tego na potem nie czyniła. ( … ) „

Wiara w diabła była odzwierciedleniem złej sytuacji panującej na ziemiach polskich w XVII – XVIII wieku. W mniemaniu ówczesnego społeczeństwa należało znaleźć ofiarę, której można było przypisać odpowiedzialność za taki stan rzeczy. Wystarczyło uważnie rozejrzeć się dookoła, a rozwiązanie nasuwało się samo. Wszelka inność była intrygująca ale i niewygodna. Na wszelki wypadek bezpieczniej było jej się pozbyć. W pewnym okresie dziejów wybór padł na arian oraz domniemane czarownice. Europę rozświetliły stosy, na których płonęły ofiary zabobonu. Obecność diabła poświadczała istnienie życia pozagrobowego, co pomagało duchowieństwu utrzymywać uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie. Można spierać się co do liczby ofiar, zasięgu zjawiska oraz rzeczywistych motywów, które doprowadziły do unicestwienia tysięcy niewinnych ludzi. Być może rzetelne zbadanie i dotarcie do wszelkich zachowanych archiwaliów, pozwoli na rozstrzygnięcie wątpliwości. Podobnego potraktowania wymaga także rola duchowieństwa w polowaniu na czarownice. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że procesy domniemanych służebnic szatana nie ominęły ziemi nowskiej.

Ulegają zapomnieniu sprawy, które kiedyś miały wielkie znaczenie. Tym cenniejsze jest zachowanie wszelkich śladów, które przybliżą nam przeszłość, jaka by ona nie była.

——————————————————————————–

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij