Gmina Nowe

Najnowsze w galerii

Dziś jest:

Diaspory na Kociewiu

Dodano: 29 grudnia 2009

Diaspory na Kociewiu, na przykładzie Nowego i okolic

/wersja rozszerzona/

Pomorze, a więc i Kociewie, to obszar, na którym od wieków ścierały się ze sobą dwa żywioły: polski, który w czasach historycznych można z całą pewnością nazwać autochtonicznym i obcy – niemiecki.

Historia nasza jest bowiem taka, że kilkakroć podlegaliśmy władztwu niemieckiemu, czy to w formie Państwa Zakonnego, Królestwa Prus i II Rzeszy, czy III Rzeszy. Kilkakroć też przeprowadzono świadomie proniemiecką akcję osiedleńczą.

Przez pierwsze 500 lat starcia te miały charakter jedynie polityczno – narodowy. Obie strony łączyły bowiem ta sama religia i to samo wyznanie, jeśli nie liczyć epizodu beregriańskiego czy pobytu tu czeskich taborytów.

Po wystąpieniu Lutra i to się zmieniło, a do dawnych sporów doszły jeszcze nowe, teologiczno – wyznaniowe. Przybrało to z czasem formę sloganu: dobry to Polak i katolik, zły to Niemiec i protestant /oczywiście patrząc z naszej perspektywy/. Jakby nie było dobrych Niemców czy złych Polaków.

 
Jednakże Polacy i Niemcy, katolicy i „zwykli” protestanci nie byli jedynymi ludźmi, zamieszkującymi nasze Kociewie.
 
Charakter prawdziwej diaspory miało przebywanie tu menonitów, zwanych także olendrami. Ta grupa wyznaniowa bowiem bez emigracji do Polski przestałaby istnieć, także fizycznie.

Nieco inaczej przedstawiał się los Żydów, którzy w naszej części Pomorza pojawili się stosunkowo późno i w znacznie mniejszej liczbie, niż na innych polskich ziemiach.

Poza nimi były i nadal są inne grupy etniczne czy konfesyjne, występujące w różnym stanie skupienia, od rozproszonych narodów po sekty.

 
Chronologicznie w skali kraju rzecz ujmując, zacząć należało by od Żydów. Rzec można, że pobyt wyznawców religii mojżeszowej w Polsce jest tak stary, jak sama Polska. Masowy charakter zjawisko to przybrało na południu kraju, np. na Śląsku czy na ziemiach ruskich. Reakcja na nie była różna, dziwnie zależna od wynikających z niego korzyści. Jedni bowiem widzieli w Żydach jedynie konkurentów, do tego religijnie obcych, inni z tej konkurencji korzystali.

Za Kazimierza Wielkiego Żydzi stali się „servi camerae”, czyli „niewolnikami skarbu/państwa/”, inaczej mówiąc znaleźli się pod faktyczną opieką panującego. Pierwszy przywilej o tym charakterze nadany im został w 1334 roku.

Pomorze Gdańskie, dzięki staraniom Kazimierzowego ojca – Łokietka – nie było już wtedy częścią Polski. Faktycznie, choć jeszcze nieprawnie, stało się częścią rosnącego w siłę Państwa Zakonnego w Prusach. Państwo krzyżackie zaś, jako swoista teokracja, uznało Żydów za element obcy i niepożądany. Edykt XII Wielkiego Mistrza Zakonu, Zygfryda von Feuchtwagena, z roku 1309 zakazuje więc Żydom się tutaj osiedlać.

Już po Wojnie 13-letniej i inkorporacji Pomorza, zwanego teraz Prusami Królewskimi, Kazimierz Jagiellończyk zapewniał, że:

„ … żaden Żyd albo jakikolwiek obcy z każdego kraju …

bez zgody odpowiedniej Rady Miejskiej nie ma prawa osiedlać się i prowadzić działalności gospodarczej w danym mieście.

Nie pozwolono Żydom nabywać ziemi, więc nie pozwolono im tu na nic. Tak więc byli w Polsce wszędzie, za wyjątkiem Prus, jeśli nie liczyć okazjonalnych jarmarków, na udział w których musieli zresztą wykupić specjalne glejty. Z biegiem czasu pojawiły się jednak pewne obejścia formalne, szlachetnie urodzeni bowiem dostrzegli korzyści płynące z ich konkurencyjności wobec mieszczan, z którymi zresztą rzadko żyli w zgodzie. Już w 1528 roku miasta zaczęły wnosić przed trybunały pierwsze skargi w tej sprawie. Można jednak spokojnie przyjąć, że w przypadku ziemi nowskiej niemal cały okres Prus Królewskich upłynął bez Żydów.

W roku 1765 pojawiły się w Polsce kolejne, bardziej ogólne, uregulowania prawne, 10 lat później ujęte w kształt sejmowej konstytucji. Lecz w tymże 1775 roku i Nowe, i Kociewie, były już częścią Królestwa Prus.

Fryderyk II Wielki zaś, swoim zwyczajem, podszedł do tematu intelektualnie – kazał pozostawić jedynie tych, którzy mogli wykazać się co najmniej 1.000-talarowym majątkiem, biedniejszych zaś usunąć.

Wspomnianym już sposobem na obejście miejskich zakazów było tworzenie wokół miast małych żydowskich kolonii.

W przypadku Nowego pierwsze wieści o takowej kolonii pochodzą z roku 1766, a znajdowała się ona w Bochlinie /Szlacheckim/, stanowiącym wówczas własność rodu Konojadzkich. Miała liczyć ona 47 osób.

W 1780 roku wyszło mieszkalno-kościelne rozporządzenie, zakazujące z kolei Żydom mieszkania na wsi. Dziwnym trafem, w tym samym czasie z 8 włók, właśnie odłączonych od Bochlina, utworzono folwark miejski, zwany Bochlinem Miejskim. Być może w taki sposób zamieszkujący tam Żydzi uzyskali nowskie obywatelstwo.

Mimo rozbioru zasady stanisławowskie z 1775 roku czas jakiś jeszcze w dawnych Prusach Królewskich obowiązywały; zgodnie z nimi Żydzi mieli zapewnioną wolność osobistą i swobodę handlową. Nie podejmowali oni pracy w rzemiośle, posiadanie ziemi zaś nadal było im faktycznie zabronione.

Podstawa ich samorządności stały się gminy zwane kahałami, na czele których stali starsi, tworzący rodzaj rady. Z powodu trudności w ocenie ich rzeczywistego majątku początkowy podatek, zwany „szosem”, rychło zamieniono na pogłówne, wynoszące 3 złote od „głowy”.

Na terenie Prus Zachodnich, w skład których wówczas wchodziło Kociewie, około polowy wieku XIX było ich 22.403, czyli 2,2% ogółu mieszkańców, w większości na terenie „naszej” Rejencji – czyli kwidzyńskiej – 16.711 osób /22,2%/.

Pruskie uregulowanie prawne sprawy żydowskiej nastąpiło 23 lipca 1847 roku poprzez „Ustawę Emancypacyjną”, zrównującą ich w prawach z ogółem obywateli. Pozwalała im ona na zamieszkiwanie w miastach. Zbieg okoliczności zapewne spowodował, że w tymże roku zbudowano w Nowem niewielką bóżnicę. Znajdowała się ona na Garbuzach, a jej budowę sfinansowano ze składek członków miejscowej społeczności żydowskiej.

Formalnie rzecz biorąc, właściwa gmina żydowska w Nowem jeszcze nie istniała. Jest statut zatwierdzono bowiem dopiero 13 lipca 1875 roku. Wedle wiarygodnych danych kościelnych z roku 1868 Żydów na terenie miejscowej parafii było 470, a w 1885 roku społeczność ta liczyła 497 osób. Tak stosunkowo liczna gmina gwarantowała dość swobodne wypełnienie nałożonych nań obowiązków, a więc utrzymanie miejsc kultu: bóżnicy i kirkutu czyli cmentarza, oraz prowadzenie działalności edukacyjnej i socjalnej.

Na przełomie wieków pojawiła się już jednak tendencja spadkowa, powodowana po części może i ruchem syjonistycznym, w większości jednak trudnościami gospodarczymi i związana z tym emigracją zarobkową za ocean. Żydów traktowano bowiem cały czas jako niezdrową konkurencję. W walce ekonomicznej z nimi posługiwano się przy tym nader często pseudo-religijnymi hasłami. Faktem jest, że środowisko żydowskie było bardzo hermetyczne, zaś liczni jego członkowie, jeśli już w swoisty sposób asymilowali się, to wzorem dla tegoż była kultura niemiecka, a nie polska.

Tuż przed Wojną Powszechną nowska gmina żydowska liczyła już jedynie 141 osób. Po powrocie polskiej państwowości na Pomorze z liczby tej pozostała jedynie 1 – wedle różnych danych w Nowem w 1921 roku było 45 lub 31 Żydów. Inni opuścili Kociewie wraz z Niemcami; ci, co pozostali, nadal identyfikowali się bardziej z niemieckością, niźli z polskością. Byli to przy tym zwykle ludzie nie najlepiej sytuowani materialnie, jakby w pełni zgodni z panującym w ówczesnym społeczeństwie stereotypem Żyda – drobni kupcy czy wręcz domokrążcy. Poza Nowem kilkunastu Żydów mieszkało w tymże czasie jeszcze w Warlubiu, lecz i tam po 10 latach pozostał zaledwie jeden. Sytuacja ta, ilościowo ujmując, zmieniła się na lepsze wraz z migracją Żydów z dawnej Kongresówki. Pod względem finansowym byli to jednak ludzie jeszcze biedniejsi od miejscowych i nie stanowili oni wsparcia dla borykającej się z coraz liczniejszymi trudnościami materialnymi gminy. Przeciwnie, jako zwykła biedota byli raczej obciążeniem dla jej skromnego budżetu.

W latach 30-stych stan liczebny Żydów w Nowem oscylował w okolicach 80 osób, aby ulec zmniejszeniu tuż przed kolejną wojną. Stanowiło to w tym czasie około 1,5% miejscowej populacji; dla porównania Niemcy to około 22,5% ówczesnej ludności Nowego /w Świeciu tylko 7,5%/.

W tym okresie stronę prawną regulowała już Rozporządzenie Prezydenta RP z 6 marca 1928 roku.

Samodzielna gmina żydowska w Nowem przestała istnieć z dniem 28 września 1928 roku, kiedy to weszły w życie postanowienia Rozporządzenia Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Na ich podstawie w miejsce istniejących do tej pory 3 gmin religijnych: świeckiej, nowskiej i gniewskiej, utworzono jedną gminę – świecką. Jej przewodniczącym z czasem został dr Max Cohn, lekarz ze Świecia, będący przykładem nowej tendencji w życiu pomorskich Żydów, a mianowicie wychodzenia niektórych z nich poza stereotyp sklepikarza i przenikania do warstwy inteligencji pracującej. W Nowem jednak fakty takie nie miały miejsca.

Dawna gmina nowska obejmowała swym zasięgiem terytorialnym jedynie Nowe. Nie miała ona własnego rabina, był jedynie kantor. W czasie ważniejszych świąt posiłkowano się w tym względzie pomocą z Grudziądza lub Świecia. Wartość należącej do niej niewielkiej bóżnicy swego czasu szacowano na 6.000 zł /świeckiej na 40.000 zł/. Skromniejsza była tylko gniewska. Faktycznie jednak świątynia w Nowem wyłączona była z eksploatacji z powodu swego złego stanu technicznego, w 1938 roku uznano ją bowiem za grożącą zawaleniem. Około 1.000 zł warte było mienie ruchome. Lokalny budżet z 1932 roku, zwany „zrównoważonym”, po stronie dochodów zapisywał kwotę 660 zł składek, po stronie wydatków zaś przeznaczono na pomoc socjalną 240 zł, na synagogę 110 zł.

W 1933 roku w, po wyborach z 28 maja, w 16-osobowym Zarządzie wspólnej gminy jedynie 3 osoby, w charakterze zastępcy członka, były z Nowego. Izydor Hermann i Samuel Meyer byli kupcami, Dawid Wajcfeld natomiast był domokrążcą. Z Gniewu nie było w nim nikogo.

W 1938 roku sytuacje społeczno-polityczna zmieniła się już na tyle, że całkiem oficjalnie miejscowi narodowcy pikieto-wali żydowskie sklepy, wymuszając także na innych ich bojkot. Okna w bóżnicy często „szklono” kamieniami, zaś klamki smarowano szuwaksem. Jak zwykle podpierano się przy tym pseudo-religijnymi hasłami. Niektórzy bronili się poprzez formalną polonizację swych interesów. Inni, lepiej zorientowani w sytuacji międzynarodowej, jeśli tylko mogli, wyjeżdżali z Polski i z Europy. Nie jest znana liczba nowskich Żydów za rok 1939, statystyki jej nie podają, informując jedynie, że w całym powiecie było ich 210 osób. Jaki ostatecznie los ich spotkał jednocześnie wiemy i nie wiemy, znamy bowiem ostateczny efekt, nie orientując się jednak we wszystkich szczegółach. W Nowem część z nich hitlerowcy spędzili na teren bóżnicy, co stało się potem, nie wiadomo. Ponoć co najmniej jedna osoba zastała uratowana, przechowana przez dobrych ludzi. W Świeciu egzekucji dokonywano na terenie tamtejszego kirkutu. Zgodnie z dyrektywami szefa RSHA Reinharda Heindricha Żydzi, obok polskiego kleru i inteligencji, na terenach włączanych do Rzeszy podlegali wyniszczeniu. Także wedle tzw. „artykułów norymberskich” z 1934 roku stanowili oni jedną z wielu kategorii ludzi, którzy nie mieli prawa do życia. O kilku innych wspomnę w dalszej części tekstu. Oficjalny meldunek dowódcy jednostki eksterminacyjnej – dr Rodera z 16 SS-Einsatzkommando z 16 listopada 1939 roku stwierdza, że „…kwestia żydowska na Pomorzu została rozwiązana…”.

Nowską bóżnicę rozebrano w 1942 roku, zniszczono także ich cmentarz.

W 1947 roku Nowe zamieszkiwało 3 Żydów; przetrwali tu do lat 60-siątych. Na szeroko pojętym Pomorzu najdłużej pozostali we włocławskiem.

Drugą, chronologicznie i w skali Polski rzecz ujmując, diasporą byli menonici. W naszych lokalnych warunkach byli oni wcześniej, lecz w pewnym sensie ich los był swoiście tożsami z losem Żydów – obu kulturom kres położyła bowiem II Wojna Światowa.

Ogólnie mówiąc, próby zmian w Kościele podzielić można na te sprzed wystąpienia Lutra, zwane herezjami i likwidowane fizycznie wraz z wyznawcami, i na te od Lutra poczynając, zwane Reformacją i wykorzystywane politycznie. Menno Simons był jednym z następców Lutra, zaś jego współ-wyznawcy sami siebie nazywali „bogobojnymi”. Jako antypedobaptyści uznawali oni jedynie dwa Sakramenty: chrzest przyjmowany świadomie /w wieku 14 lat/ i eucharystię. Reprezentowali też daleko posunięty pacyfizm i izolacjonizm. Sposobem na wszystko była Biblia i jej nakazy, zwłaszcza z „kazania na górze”. Ten ruch religijno-społeczny powstał we Fryzji, będącej wówczas częścią Niderlandów pod rządami ultra-katolickich Habsburgów. Jako radykałów i swoistych odszczepieńców nie akceptowały ich także inne wspólnoty protestanckie. Kiedy w 1555 roku zaczął obowiązywać cesarski zakaz praktyk anabaptystycznych skromna do tej pory emigracja przybrała rozmiary masowego exodusu.

W Polsce, a więc i w Prusach Królewskich, rządzili mądrzy władcy z dynastii Jagiellonów, dla których ewentualne cesarskie czy papieskie protesty i sankcje nie były by niczym nowym /patrz sekularyzacja Zakonu/. Znaczna część obszarów położonych nad dolną Wisłą zaś nie nadawała się do trwałego zasiedlenia ze względu na niekontrolowane wylewy, bagna, depresje. Znaczna część Fryzów czy Flamandów, potem zwanych olendrami, trudniła się rolnictwem i obeznana była z wodnym żywiołem. Z ich wielowiekowym doświadczeniem w tym względzie świetnie sobie w takich warunkach radzili. Tylko niewielki odsetek emigrantów zajmował się profesjonalnie rzemiosłem lub handlem – ci osiedlili się głównie w wielkich miastach, w Gdańsku czy w Elblągu – nie wzbudzając tym faktem zbytniej euforii zaniepokojonej konkurencji. Inaczej przedstawiała się sprawa z menonitami o doświadczeniu hydrotechnicznym. Tereny, na których ich osiedlano, zwykle królewszczyzny, nawet jeśli kiedyś próbowano je zagospodarować, rychło stawały się na powrót pustkami, porzuconymi przez uciekających przed powodziami kmieci.

Podobnie miały się sprawi w ziemi nowskiej. Jej bardziej wyżynna część nieźle gospodarczo sobie radziła, lecz tereny nizinne wręcz przeciwnie. Jedną z nadwiślańskich wsi – Mątawy – lokowali jeszcze krzyżacy około 1374 roku na 46 łanach, lecz z czasem opustoszała.

2 lutego 1568 roku administrujący wówczas tym obszarem starosta rogoziński Jan Dulski /potem podskarbi koronny/ zawarł kontrakt z 5 menonitami, reprezentującymi 173-osobową społeczność. Byli to: Thomas i Peter Janssen, Leonard van Rho, Bernard van Baygen i Andreas Unrauh.

Pierwszą z umów zawarto na lat 12, miała więc ona jakby charakter próbny.

Istotą emfiteuzy, jak nazywano ten rodzaj dzierżawy, było przekazanie osadnikom niemal wszystkich praw użytkowych do pozyskanego terenu, poza zasadniczym – własnością. Dzierżawa taka nie miała charakteru wieczystego, lecz zwykle cyklicznie ją odnawiano. Umowy krótkotrwałe zawierano 10-15 lat, długotrwałe zaś na 30-50 lat. W przypadku tych drugich przekazywano zwykle prawa do dziedziczenia rzeczonych gruntów: w krótkich jedynie prawo pierwszeństwa przy nowej umowie.

Wszelkie rozliczenia regulowano wyłącznie w pieniądzu, w z góry kontraktem ustalonej sumie. Okresy wojen były wolne od czynszu. Nie było pozafinansowych obciążeń, lecz wszelkie ryzyko spadało na barki emfiteuty.

Kontrakt taki zwykle zawierał też klauzule zabezpieczające właściciela czy oficjalnego dysponenta, a mówiące o „niepogarszaniu stanu rzeczy”. Stwierdzenie takowego groziło osadnikom przepadkiem sumy zastawnej i zerwaniem umowy. Jeśli zaś kontrakt zerwany został z winy drugiej strony, to winna ona wyrównać osadnikom poniesione przez nich koszty. Wynajmujący mogli też odkupić tereny podległe umowie, jeśli by tak chcieli lub w przypadku wystawienia ich do „sprzedaży” przez menonitów, odzyskać je w ten sposób, płacąc cenę zaproponowaną przez innego oferenta.

W przypadku Mątaw, gdyż one pierwsze w ziemi nowskiej podległy menonickiemu osadnictwu, umowa emfiteutyczna dotyczyła terenu o powierzchni 50 łanów. Osadnicy mieli go zagospodarować i zabezpieczyć przed wylewami Wisły i jej dopływu, Mątawy. Do budowy domów i obiektów gospodarczych wykorzystać mogli drewno z okolicznych lasów. Czynsz dzierżawny ustalono na 1.400 marek pruskich rocznie, płaconych solidarnie przez wszystkich osadników. Mimo odmienności wyznaniowej płacili oni także dobrowolną tacę na rzecz miejscowego duszpasterza, czyli nowskiego plebana.

Olendrzy pozostawali ludźmi osobiście wolnymi, gwarantowano im pełne samostanowienie w ramach własnej gminy wyznaniowej. Posiadali też całkowitą swobodę praktyk religijnych, nawet w dobrach kościelnych. Oni zaś sami dobrowolnie izolowali się od spraw zewnętrznego świata, zgodnie ze swymi przekonaniami unikając wojska, urzędów czy sądów. Zamykając się ściśle we własnym gronie poddawali się w pełni woli „starszych”, mężów pełniących rolę ich duchowych przewodników i zwierzchników lokalnych społeczności. Kontrolowali oni wszystkie aspekty życia danej gminy, nie wyłączając kojarzenia par małżeńskich.

Osadnicy z czasem w pełni zagospodarowali powierzone ich pieczy tereny, odgradzając się od Wisły wałami. Nadal jednak nie był to jeden wspólny wał, lecz każdy obszar sam dla siebie budował ochronę. Utworzono także poldery, czyli swoiste zbiorniki, w których zbierał się nadmiar wód. Pola pokryła sieć kanałów odwadniająco-nawadniajacych, w XVII wieku słynna nawet w zachodniej Europie.

Menonici stawiali swe domostwa i budynki gospodarcze zwykle na naturalnych, a z ich braku sztucznie usypanych, wzniesieniach. Chroniło to je przed zalaniem. Miały one charakterystyczny kształt, posiadały z reguły wspólny dach i podcień. Za domem zwykle znajdował się ogród, pielęgnowany przez panią domu, dalej był sad i pole. Całość miała zwykle około 2 włók powierzchni i mogła być zagospodarowana przez 1 rodzinę, dając jej dostatnie utrzymanie. Gospodarstw nie dzielono, przekazywano je w spadku tylko 1 dziecku.

W roku 1580 zawarto następną umowę, na kolejne 10 lat, czynsz zaś ustalono na 1.500 marek. Potem królewszczyznę tę otrzymał, za swe zasługi dla Rzeczypospolitej, Reinhold Heidenstein. Był on bliskim współpracownikiem kanclerza Jana Zamoyskiego, sekretarzem królewskim, autorem tzw. „Korektury Pruskiej” czyli kodyfikacji lokalnych praw. Od roku 1591 miał on prawo do zawierania własnych kontraktów emfiteutycznych. Skorzystał z niego w 1592 roku; nową umowę podpisano na 40 lat, z czynszem w wysokości 1.400 florenów /czyli 2.100 marek/ rocznie. Odnowiła ją potem już wdowa po Reinholdzie, Edmunda Teresa z Konarskich, na 50 lat.

Kolejne, równie długie, kontrakty z menonitami zawierali kolejni królewscy dzierżawcy Mątaw, z możnego rodu Potockich, w roku 1685 i 1732. Czynsz z każdą umową wzrastał, co świadczy nie tylko o tendencji inflacyjnej, lecz także o stałym wzroście zamożności olendrów. Mątawy nie były jedyną miejscowością w ziemi nowskiej, zasiedloną przez menonitów. W czasie około 100 lat opanowali oni bowiem praktycznie całą, niespokojną wcześniej, Nizinę Sartowicko-Nowską, terytorialnie ujmując od Tryla po Stwolno, chronologicznie zaś od roku 1568 /Zajączkowo/ do roku 1650 /Michale/. Pozostały one jednak swoistym centrum wyznaniowym i gospodarczym. Południowe granice Kociewia osadnicy z Niderlandów i już ich potomni osiągnęli w 1669 roku w Chrystkowie. Fala osiedleńcza nie zatrzymała się jednak i dotarła znacznie dalej, w okolice Saskiej Kępy. W ten sposób już nie tylko lewobrzeżna część Dolnej Wisły, ale i jej środkowy bieg zostały opanowane przez olendrów, od Elbląga i Żuław po Warszawę. Na kociewskim odcinku rzeki także jej prawy brzeg, zwłaszcza w pomezańskiej części, opanowali menonici. Dzięki temu stosunki wodne na tak rozległym obszarze zostały w miarę uregulowane. Nowe zasady rozliczania także zostały korzystnie przyjęte, choć z pewnym opóźnieniem. W licznych dobrach prywatnych stosowano je w stosunku do osadników nie-menonitów. Zasady emfiteuzy stały się też podstawą reformy starostw, ustanowionej przez Sejm konstytucja z roku 1775.

Kociewie było już wtedy częścią Prus, a wraz z zaborem skończyły się spokojne dni olendrów.

Prusy nie były wprawdzie państwem wyznaniowym, a i menonicka gorliwość z czasem nieco przygasła, lecz wszędzie obowiązywać miał ten sam „Ordnung”, bez jakichkolwiek odrębności.

W tym czasie na Nizinie istniało 15 gmin olenderskich, które tworzyły obszary Tryla, Mątaw, Osieka bzowskiego, Zajączkowa, Lubienia, Dragacza, Michala, Bratwina i Stwolna; ogółem teren o powierzchni 5.657 ha.

Wszyscy menonici, zamieszkujący teren Prus, zostali dokładnie policzeni, obłożono ich także specjalnym podatkiem – wykupem od służby wojskowej. Dzięki temu wiemy, ilu ich wówczas było. I tak w Mątawach i na Grupie, leżącej po części już na wysoczyźnie i czysto menonickiej, zamieszkiwało w 1789 roku 847 osób.

Ucisk na olendrów wzrósł w okresie wojen napoleońskich, obłożono ich wtedy kontrybucjami. Od 1862 roku, mimo wcześniejszych ustaleń, zaczęto ich także wcielać do wojska, do oddziałów liniowych. Z czasem wtrącono się i do liturgii, wymuszając zastąpienie w niej języka holenderskiego niemieckim. Nie odnawiano także kontraktów emfiteutycznych, a tereny te ominęła również Regulacja /czyli swoiste uwłaszczenia/. Po 1850 roku jednak, jakby w wyniku zasiedzenia, objęto ich prawami dzierżawców wieczystych. Pogorszenie sytuacji społeczno-materialnej menonitów wpłynęło na coraz częstsze ich decyzje o nowej migracji. Wielu z nich przeniosło się do zaboru rosyjskiego, na Powołże, do Stanów Zjednoczonych. Tych, co pozostali, ze względu na ich zamożność i kulturę, zwać zaczęto „gburską szlachtą”.

Do najważniejszych osiągnięć technicznych menonitów w XIX wieku na Nizinie Sartowicka-Nowskiej zaliczyć należy uregulowanie Wisły nowym, jednolitym wałem, co było wynikiem wielkiej powodzi 1855 roku, uregulowanie Mątawy i budowę przepompowni w Kończycach. W sferze sakralnej zaś wreszcie uzyskali zezwolenie na budowę murowanego zboru, wszystkie poprzednie bowiem musiały być drewniane. Powstał on tam, gdzie i jego poprzednicy, w Mątawach, w 1896 roku.

W Polsce międzywojennej podnowscy menonici w dalszym ciągu stanowili wiejską elitę. I chociaż zamieszkiwali tu jako jej zwykli obywatele, w wojsku kierowano ich do pododdziałów logistycznych, nie zaś bojowych.

Dane zebrane przez dr Ludkiewicza z terenu wspomnianych już 15 gmin Niziny za rok 1931 doskonale ilustrują elitarność olendrów i ich zamożność, będącą zresztą wynikiem wielkiej wiedzy i pracowitości.

Tak oto przedstawiało się ówczesne zaludnienie:

* mieszkańców ogółem – 3.705 osób,

* Polaków/katolików – 2.387 osób,

* Niemców/ewangelików – 1.109 osób,

* menonitów – 209 osób.

W całym Województwie Pomorskim miało ich natomiast mieszkać około 300.

Struktura własności była natomiast następująca:

* areał ogółem – 5.771 ha, 371 gospodarstw,

* areał „katolicki” – 870 ha, 103 gospodarstwa,

* areał „ewangelicki” – 2.496 ha, 214 gospodarstw,

* areał „menonicki” – 2.305 ha, 54 gospodarstwa.

Do olendrów, stanowiących około 5,6% populacji, należało więc około 40% ziemi. W tym okresie normalną praktyką było już opuszczanie przez spadkodawców swych dawnych zagród i przenoszenie się na emeryturę do Grudziądza. W sensie religijnym menonityzm był coraz mniej rozpozna-walny dla ludzi z zewnątrz, lecz tradycje przodków zachowywano.

II Wojna Światowa zmieniła wszystko. Menonitów wcielano do Wehrmachtu, lecz nie to było najgorsze. Klęska hitlerowskich Niemiec i ład jałtańsko-poczdamski spowodowały usunięcie wszystkich nie-Polaków, w tym i olendrów, z terenu Polski.

Uroczystości związane ze 100-leciem mątawskiej świątyni, przyjazd „naszych” menonitów czy ich potomków, ich wypowiedzi ukazały jednak, że nie mają oni pretensji o swą tułaczkę pod adresem nowych mieszkańców tych ziem. Sami rozumieją ich los, los przesiedleńcy. Po olendrach pozostały jeszcze liczne zabytki, zwykle w stanie mniejszego lub większego zaniedbania, lub też otoczone mniejszą lub większą troską. Największym z nich jest nadal czytelny układ kanałów. Są też cmentarze, drzewka pamięci, budynki dawnych szkół, domy czy zagrody gospodarcze. Są też Wisła i Mątawa spokojnie płynące w swych wałach.

Wielokulturowość Kociewia tworzyły nie tylko diaspory, czyli grupy etniczne lub wyznaniowe, zmuszone do rozproszenia się poza swym naturalnym terytorium, celem ratowania życia. Decyzja o emigracji nie zawsze podejmowana była z tak drastycznych powodów. Często jej podłożem były kwestie ekonomiczne czy poznawcze.

Hassling-Ketling of Elgin jest niewątpliwie najbardziej znanym przedstawicielem kolejnej grupy narodowej, występującej dość licznie w dawnej Rzeczypospolitej.

Szkoci znaleźli się w Polsce nie tylko jako najemni żołnierze, jak wzmiankowany bohater sienkiewiczowski, lecz jako specjaliści różnych branż. Po klęsce pod Mairston Moor /1650/ emigracja ta nabrała charakteru politycznego. Wielu z nich wybierało na miejsce swego zamieszkania Gdańsk czy inne wielkie miasta Pomorza; osiedlali się także na prowincji.

Pierwsze skargi kupców na ich domokrążną konkurencję pojawiły się na Sejmiku Krajowym Prus Królewskich już w roku 1531. Potem jeszcze wielokroć poruszano te sprawy, zwykle przy obojętności lub nawet niechęci ze strony szlachty, materialnie zainteresowanej taką ekonomiczna konkurencją. Najsłynniejszym klanem szkockim, w Polsce osiadłym, byli Foresterowie/Forsterowie.

W Nowem Szkoci pojawili się stosunkowo wcześnie, pierwsze wzmianki o ich pobycie w większej liczbie pochodzą z roku 1550. O ponad wiek wyprzedziliśmy w tym względzie Świecie. W 1645 roku nowscy rajcowie uchwalili nawet specjalny podatek miejski, płacony przez Szkotów w wysokości 2 marek miesięcznie, zniesiony zresztą kilka lat później. W 1642 roku zamieszkiwał u nas Jerzy Forester, z głównej, tczewsko-gdańskiej, linii rodu. Potem jeszcze wielokrotnie w wykazach nowskich obywateli pojawiają się „szkockie” nazwiska; w 1662 roku np. zamieszkiwał tu Adam Forster, kupiec, byli też Jerzy Forster i Elżbieta Forster. W 1703 roku spotykamy natomiast niejakiego Jakuba Szkota, użytkującego jedną z rynkowych „bud”, swego rodzaju sukiennic dawnego, niestety już nieistniejącego, ratusza. W trakcie tegoż XVIII wieku jakby zanikli w tle, spolonizowali się, a może zniemczyli.

Inną grupę etniczną, zamieszkującą od pewnego czasu Nowe, stanowią Cyganie, z politycznej poprawności nazywani, od jednego ze swych klanów, Romami. Pierwsze wzmianki o ich pobycie na ziemiach polskich pochodzą z okolic Sanoka, z roku 1419. Edykty banickie, kierowane przeciw Cyganom, we Francji wydano już w 1453 roku, w Rzeszy zaś w roku 1496. Spowodowały one znaczny ich napływ, głównie na Śląsk. Mimo lokalnych sprzeciwów chętnie korzystali z polskiej gościnności. Kwestie te zostały ostatecznie uregulowane konstytucją Sejmu 1624 roku. Wprowadzała ona wybranego przez nich zwierzchnika, zwane-go „cygańskim królem”. Zwyczaj ten w zasadzie przetrwał do naszych czasów.

Romowie, z racji klimatu, wiedli w Polsce żywot półosiadły, cieplejszą porą wędrując taborami po kraju, zimniejszą zaś wracając do swych osiedli. Trudnili się kotlarstwem, kowalstwem, kobiety zaś wróżeniem.

Podczas ostatniej wojny i ta grupa etniczna skazana została na w sposób bardziej widoczny pojawili się po jej zakończeniu. W 1964 roku, z powodu licznych protestów, władze zakazały im wędrówek, lecz ostatnie wolne tabory krą-żyły po Polsce jeszcze w początkach następnego dziesięciolecia, kiedy to udało się skuteczniej wyegzekwować ów zakaz i osiedlić Cyganów.

W ten właśnie zagładę.

Na Pomorzu sposób pojawiła się w Nowem rodzina Laskowskich.

Osobną sprawą są małe grupy wyznaniowe, czy wręcz sekty, odrębne od dominujących wyznań, w naszym przypadku katolickiego i ewangelicko-augsburskiego /do którego w swoim czasie należała zdecydowana większość protestantów/. Prawosławie miało wprawdzie na Pomorzu swych wyznawców, głównie ukraińskiego pochodzenia, lecz większe skupiska tworzyli oni w okresie międzywojennym w Gdyni, Toruniu i tamtejszym powiecie. Na Kociewiu było ich niewielu, dane za rok 1937 wykazują w naszych 3 powiatach jedynie 70 osób. Jedną z nich była nauczycielka z Warlubia Katarzyna Stasiówna.

Z Warlubiem także związany był Jan Czerski, w XIX wieku jeden z założycieli Kościoła Niemiecko-Katolickiego.

W pobliskim Grudziądzu u schyłku XIX stulecia tego rodzaju odrębność była wręcz w modzie /czyżby objaw dekadencji?. Działały tam liczne małe grupy, głównie protestanckie, a fizyczna bliskość tegoż miasta z Kociewiem pozwala przypuszczać, że niektóre z nich obejmowały swą aktywnością również i nasze okolice.

Tak było z pewnością w przypadku Ewangelickiego Kościoła Unijnego. Wyznawcy tegoż tworzyli bowiem lokalnie sektę znaną jako Blaukreuzverein – Christliche Gemainschaft inner-halb der Landeskirche. Należeli do niej Niemcy z Tryla Miej-skiego i Pastwisk, gdzie w 1890 roku były ich zbory. W roku 1906 pojawił się także ich zbór w Nowem, przy ulicy Nowej. Liczba wyznawców szybko jednak spadała, a z czasem grupy te przestały istnieć.

Obecnie sporą popularnością cieszą się Badacze Pisma Świętego, szerzej znani jako Świadkowie Jehowy. Grupa ta pow-stała w XIX-wiecznej Ameryce, na gruncie apokaliptycznym, a jej założycielem był Charles Russell. Na ziemiach polskich pojawili się oni około 1905 roku. Nie mieli jednak osobowości prawnej, zalegalizowano ich działalność dopiero po wojnie, a i to na krótko. Ponowna legalizacja nastąpiła w 1989 roku, lecz już kilka lat wcześniej znacznie się uaktywnili. W Nowem i okolicy tworzą obecnie dość liczną grupę wyznaniową. Pod koniec lat 80-siątych powstał też na Górnych Morgach ich dom modlitewny.

Na zakończenie chciałbym podkreślić dawną wielokulturowość Kociewia, tak doskonale widoczną choćby w Nowem i jego okolicy.

Sto lat temu żyli tu i pracowali w miarę zgodnie przedstawiciele co najmniej czterech różnych kultur, realizując swe praktyki religijne we własnych świątyniach i odciskając swe piętno na dziejach naszego pięknego Regionu.

Bibliografia:

Mirosław Golon – Gmina wyznaniowa żydowska w Świeciu

nad Wisłą w latach 1920-1939;

w: Stosunki narodowościowe i wyznaniowe na Pomorzu

w XIX i XX w., t. 4, Toruń 1995,

Zbigniew Karpus – Żydzi w Świeciu i powiecie w okresie

międzywojennym;

w: Stosunki…, t. 2, Toruń 1992,

Stanisław Kutrzeba – Historia ustroju Polski. Korona.

Poznań 2001,

Zbigniew J. Lorkowski – Dzieje Nowego nad Wisłą

w okresie dwudziestolecia międzywojennego (1920-1939).

msp, Bydgoszcz 200l,

Zdzisław Ludkiewicz – Osady holenderskie na Nizinie

Sartowicko-Nowskiej. Toruń 1934,

Hans Maecker – Eine polnische Starostei

und ein preussischer Landrathkreises. Danzig 1886,

Henryk Mross – Parafia pw św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty, w Nowem. msp, Nowe 1962,

Józef Milewski, Antoni Mykaj – Nowe nad Wisłą 1266-

-1966. Gdańsk 1966,

Zofia Waszkiewicz – Stosunki wyznaniowe w diecezji

Chełmińskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego

(1920-1939);

w: Stosunki …, t. 6, Toruń 1998,

Centrum Kultury „ZAMEK”,

jesień 2005

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij